SPOT 01-03.50.2010, Przywidz

By Mefi • Relacje • 1 mar 2013

Zajawka fabularna:

Wiesz dlaczego nie ma takiego pojęcia jak Weteran z Frontu? Bo nikt stamtąd nie wraca. Na froncie wszystko wydaje się takie same. Śmierć czy życie nie ma znaczenia, a kolejna urwana noc z bezsennego kalendarza powoduje tylko zmniejszenie Twoich umiejętności bojowych.
Tak było i tym razem. …

Był to chyba drugi tydzień odkąd cały czas maszyny molocha nieustannie napierały na umocnienia Grupy Uderzeniowej „Sztylet”. Chłopaki jednak nie dawali za wygraną, cały czas dzielnie odpierając nawałnicę maszyn. Szczególnie dokuczał wrogowi, bunkier nr 40 na zachodniej linii skąd bez ustanku wystrzeliwane były celne serie z ciężkich karabinów maszynowych. Te dwa karabiny i tych kilku świetnie wyszkolonych operatorów dawało niesamowity wycisk, naziemnym jak i czasami podniebnym maszynom. Jednak te blaszane kurestwa nie były w ciemie bite, i pewnego dnia, operatorzy jak i wojskowi skrywający się w betonowych czeluściach Bunkra usłyszeli świst i przerażający blask który uderzył przez otwory strzelnicze… .
To nie był koniec, to był dopiero początek.
Po kilku dniach obudziła się większość załogi, i dopiero wtedy zrozumieli co się stało. Linia frontu przeniosła się o kilka kilometrów za nich, a wejście zostało prawdopodobnie zasypane… .

Żeby tego było mało, od północy nadchodziło nowe zagrożenie…

Relacja:

Front
Dni: 25.04.2051 – 01.05.2051

Sztab główny nadzorujący walki na froncie obmyślił strategie która miała zapoczątkować rozbicie oraz przeniesienie frontu na terytorium zajęte przez Molocha. Sztab założył, że dzięki planom „Potop” będzie możliwe pierwsze od dłuższego czasu przesunięcie frontu na korzyść ludzkości, i zapoczątkowanie tym samym całej serii działań militarnych mających na celu obniżenie strat, oraz podwyższenie wartości bojowej przeprowadzanych ataków na nieprzyjaciela. Plan ten zakładał że Bunkier nr.40 posiadający dwie mini głowice taktyczne z ładunkami atomowymi rozłączy i rozbije na kilka godzin jedną z fal maszyn, po czym na ten teren wtargną wcześniej przygotowane jednostki szturmowe i przesunął linie frontu o nawet kilkanaście kilometrów. Dowodzący założyli że moloch nie zdążył zareagować prawidłowo gdyż wiązki EMP które powstaną na skutek uderzeń głowic taktycznych uszkodzą mu przekazy informacji jak i jego całą sieć taktyczną na kilkadziesiąt minut. Ich wyliczenia były całkowicie prawidłowe a przygotowane jednostki ofensywne były idealnie wyszkolone i wyposażone. Jednak załoga Bunkru nr.40 nie wiedziała jak ważną rolę będą odgrywać i właśnie może To spowodowało ich klęskę.

W późnym popołudniem, pierwszego dnia POTOPU w bunkrze nr. 40 wrzało. Z głęboko osadzonych ciężki karabinów maszynowych języki ognia wypruwały flaki lekko opancerzonym zwiadowcą oraz „ezgekutorom” molocha. Ich mechaniczne wnętrzności zakrywały opustoszałem ziemie pokryte piaskiem i rzadką roślinnością. Żołnierze byli przekonani że jest to jeden z wielu zwykłych dni na froncie. Nie zauważyli że ich Kapitan cały czas był nerwowy i dziwnie zaniepokojony. Tak mijały kolejne godziny.
Drugiego dnia, czyli 27.04.2051 Straty ludzi podniosły się gdyż moloch rozpoczął akcje „Czystka” jak mówią na to żołnierze którzy mieli szczęście przeżyć na tyle długo aby o tym opowiadać. Jest to wymarsz ciężko uzbrojonych maszyn ofensywnych w małych lecz bardzo niebezpiecznych grupkach. Tego dnia zginęło pierwszy dwóch szeregowców którzy byli operatorami stanowiska nr. 2 w centralnym bunkrze, nr.40.
Trzeci dzień przyniósł coś nieoczekiwanego. Otóż w godzinach popołudniowych Kpt. Gordon Ermandoze wszedł do już dawno nieużywanego starego magazynu broni. Po kilku minutach operatorzy stanowisk broni maszynowej jak i wszyscy zebrani w bunkrze usłyszeli nieopodal głośne i długie dudnienie, które przy akompaniamencie trzęsącej się ziemi sprawiało wrażenie jakby sami tytani z gór zeszli pomagać ludzkości w bezsensownej walce z maszynami. Nagle nastał grzmot i przeraźliwy błysk rozbił się po całym bunkrze. Ostatkiem sił Sierżant trzymający warte przy amunicji rzucił się do guzika sterującego otworami strzelniczym i zamknął nim fala uderzeniowa, a później promieniowanie wkradło by się do bunkra.

035

Gdy żołnierze stacjonujący w bunkrze otworzyli oczy, okazało się iż Kapitan leżał przy drzwiach z rozwaloną głową, prawdopodobnie popełnił samobójstwo strzelając sobie z osobistego pistoletu. Zewsząd dobiegała niepokojąca cisza, a komputer który obsługiwał maszyny wentylacyjne jak i same oczyszczanie powietrza, cały czas informował zimnym mechanicznym głosem: Poziom zanieczyszczeń w powietrzu wynosi 30%, ciągle wzrasta.
Żeby tego było mało przed zamknięciem bunkra, przez główny właz wskoczył mężczyzna niewiadomego pochodzenia w stroju żołnierza frontu.

Ocalały podpułkownik zebrał ludzi do kupy i rozpoczął proces ratowania ocalałych. Po kilkunastu minutach okazało się że drzwi od starego magazynu są zamknięte. Wentylacja wymagała natychmiastowej naprawy jak i radiostacja,a jeden z operatorów stanowisk ogniowych był ranny w rękę. Po szybkim raporcie, i indywidualnych akcjach żołnierzy kierowanych nie zawsze poleceniami podpułkownika, medyk rozciął ciało kapitana i znalazł w jego wnętrznościach połknięty wcześnie klucz i metalową tabliczkę z długim ciągiem cyfr i liter. Kilku innych żołnierzy rozpoczęło oczyszczanie kanałów wentylacyjnych. Okazało się że w „trzewiach” wentylacji zagnieździły się małe samowystarczalne jednostki szpiegujące molocha, nazywane potocznie przez żołnierzy „Rzepami”. Kilku z nich zostało ranny przy starciu z tymi maszynami, jednak wentylacja została oczyszczona na tyle żeby przedłużyć czynności podtrzymywania życia przez następną godzinę.

Po przeczytaniu raportów i odsłuchaniu kilku nagranych rozmów przez radiostacje, Bunkier nr. 40 zrozumiał że moloch przesyłał czasami błędne rozkazy oraz koordynaty uderzeniowe. Lecz ta wiedza miała nigdy nie wejść w posiadanie Ludzkości. Po pewnym czasie podpułkownik razem z kilkoma żołnierzami wkroczyli do starego magazynu broni, i zrozumieli co tam na dobrą sprawę się stało. O tuż kapitan, posiadał wszczep, implant lewego oka który został przejęty przez maszyny zwiadowcze z wentylacji. Kiedy Kpt. zamierzam wysłać pierwszy taktyczny ładunek na front, maszyny zmieniły jego koordynaty na nowy york. Jednak Gordon Ermandoze panował jeszcze nad swoim ciałem na tyle aby nacisnąć od razu autodestrukcje ładunku, stąd ten błysk i uderzenie. Gdy zrozumiał że sam stanowi zagrożenie dla ludzkości, wyszedł od razu z magazynu i widząc wszystkich swoich żołnierzy nieprzytomnych, połknął kody i klucz do magazynu, po czym strzelił sobie w głowę.

Podpułkownik cały czas słysząc że pozostaje co raz mniej czasu i już za kilkanaście minut wszyscy uduszą się z braku tlenu postanowił opuścić bunkier. Podzieli Żołnierzy na dwie grupy. Jedna poszła na północ gdzie spotkała się z nadciągającą falą mutantów. Posiadali dostatecznie dużo amunicji aby bronić się przez kilkanaście minut, po czym zostali zabici bohaterską śmiercią. Druga grupa skierował się na południe gdzie spotkała patrol Bractwa Stali który już jechał aby zabezpieczyć bunkier i jedną ocalałą rakietę taktyczną. Członkowie drugiej grupy zmarli w lazarecie na skutek promieniowania, po kilku tygodniach. Gdy Bractwo Stali podjechało pod bunkier zrozumieli że nie zdołają zabezpieczyć rakiety, bo ktoś zamknął bunkier od środka… .

Bohaterowie Larpa

Podporucznik (Zastępca dowodzącego bunkrem) Morjarte „ Ben” Banerozo
Chorąży (Radio operator) Matis „Sonar” Saszenko
St. Sierżant (Pierwszy operator pierwszego CKM) Gordon „Hammer” Dayk
Plutonowy (Pomocnik operatora drugiego CKM) Mike „Fish” Ferguson
Kapral (Dowodzący Obroną Bunkra) Elina „Lucky” Mc’Atlon
Kapral (Medyk) Sam „Scarp” Modley
Szeregowy (O.B.) Hamilton „Silent” Barobar
Szeregowy (O.B.) Walter „El Honest” Markoni
St. Szeregowy (O.B.) Max „Blood” Dawidson
Rekrut (Tydzień Walk na Froncie) Izrga „Sad” Barnjo
Rekrut (Cztery Miesiące Walk na Froncie) Leon „Eye” Baranowicz
Nieznajomy Podporucznik Norman „Heavy” Biliks

Prywatna Opinia

Pisałem ten larp, mając pod uwagę przerażenie jakie mogło by wzbudzić wśród żołnierzy fakt iż zostali sami po jakimś tajemniczym wybuchu. Smaczku dodała śmierć kpt. która była na tyle tajemnicza że gracze mogli wpaść w histerie uważając że wśród nich jest zdrajca albo maniakalnym morderca. Potem problemy z wentylacją, ożywione ciało kpt. które było sterowane przez nanomorwy które odbudowywały jego ciało, kiedy reszta żołnierzy próbowała naprawić wentylacje, radiostacje, rozkodować komputer sterujący głowicami i zrozumieć raporty przesłane przez dowództwo. Skąd te nanomorwy? Nie dość że kpt. miał w oku implant co spowodowało sterowanie jego czynnościami życiowymi przez mini jednostki zwiadowcze molocha, ukryte w wentylacji, to jeszcze w czasie kiedy kpt. spał te same jednostki wpuściły do jego organizmu owe nanomorwy, oczywiście przez wentylacje, która miała pięć kanałów wlotowych i trzy wylotowe na zewnątrz.

Historia przedstawia się w dwóch światłach. Albo jedne pocisk taktyczny przejął moloch, albo ktoś z rzekomo martwych szeregowców resztkami sił zamknął bunkier aby nikt nigdy już do niego nie wkroczył. To co się stało, powierzam wam, drodzy czytelnicy… .

Bo historia pisana winna być przez każdego człowieka z osobna, toć każdy ma inny punkt widzenia.

Krzysztof „Vitalius” Pawłowski aka Żubr

zdjecie_026

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udowodnij, że jesteś człowiekiem - przepisz tekst z obrazka

Please type the characters of this captcha image in the input box

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>